Znajdziesz u nas dom – adopcja dziecka chorego

Znajdziesz u nas dom – adopcja dziecka chorego

Czy myśleliście kiedyś o adopcji dziecka chorego czy niepełnosprawnego?

Adopcja dziecka chorego
Adopcja dziecka chorego

W Polsce adopcja dziecka chorego (zwłaszcza, gdy rokowania nie są dobre) czy niepełnosprawnego wciąż należy raczej do rzadkości. Paradoks adopcyjny polega na tym, że istnieją dwie kolejki. Z jednej strony kandydaci na rodziców, którzy chcą przysposobić zdrowe niemowlę. Z drugiej dzieci: chore, niepełnosprawne, starsze, nastolatki,  które szans na adopcję nie mają prawie żadnych.

Adoptowaliśmy dziecko chore, które poznaliśmy w szpitalu – opowieść Agnieszki

Nigdy nie myślałam o adopcji a już szczególnie o adopcji dziecka chorego czy niepełnosprawnego. Czasem jednak nasze życie tak się układa, że stajemy przed wyzwaniem któremu musimy sprostać. Tak też się stało w naszym przypadku. Kiedy poznałam Kubę byłam szczęśliwą mamą. Mój synek właśnie skończył 6 lat. Niestety wtedy zaczęły się jego kłopoty zdrowotne poszerzyliśmy diagnostykę. Konieczna była hospitalizacja Michałka.

Trafił na salę 2-osobową, na której leżał Kubuś. Początkowo nie zwracałam na niego większej uwagi. Widziałam małego chłopca, który spokojnie leżał w swoim łóżeczku. Dziwiłam się, że nie ma przy nim rodziców. Cały czas czekałam kiedy przyjdą. Godziny mijały, a tu nikt nie nadchodził. Michałek bawił się, skakał, chodził, wciąż szukał zajęcia, a jego mały sąsiad cały czas leżał. Był wyjątkowo spokojny. Bardziej przypominał mi dorosłego, niż kilkuletnie dziecko.

Czyżby to mama?

W końcu miał odwiedziny. Czyżby to mama? – pomyślałam widząc w średnim wieku kobietę. Jakoś tak dziwnie się witali. Nie miałam jednak okazji, bliżej przyjrzeć się tej relacji, bo poszliśmy z Michałkiem do świetlicy, a później na spacer wokół szpitala.

Gdy wróciliśmy Kuba leżał już sam. Jakiś smutek bił od tego dziecka, bezsilność, zrezygnowanie.  Był wyjątkowo spokojny, jednocześnie apatyczny i zamknięty w sobie. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, co przeżywa i jak bardzo cierpi.

Samotność chorego dziecka

Następnego dnia stan Kuby był szczególnie ciężki, leżał podłączony pod kroplówką. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że jest z domu dziecka. Byłam przekonana, że wciąż czeka na przyjście rodziców, a oni z jakiegoś bardzo, ale to bardzo ważnego powodu jeszcze nie mogą przy nim być.

Tego dnia Michałek też nie czuł się najlepiej. Większość czasu przeleżał w łóżku. Czytałam mu bajkę o „Brzydkim kaczątku”, które szukało mamy i nigdzie nie mogło jej znaleźć. Zauważyłam z jaką uwagą przysłuchuje się również Kuba. Na jego twarzy pojawiły się łzy. Wieczorem, gdy tuliłam synka do snu, podeszłam też do Kuby, przykryłam go, pogłaskałam, a on chwycił mnie za rękę.

Następnego dnia nie wytrzymałam, na korytarzu zagadnęłam pielęgniarkę:

Co z rodzicami tego chłopca, dlaczego ich przy nim nie ma? To Pani nie wie, Kuba jest z domu dziecka. Biedny mały. Nie dość, ze tak poważnie chory, to jeszcze sam musi się z tym mierzyć.

Odpowiedziała łamiącym się głosem.

Coś ścisnęło mnie w gardle. Łzy same popłynęły. Musiałam zamknąć się w łazience, by dojść do siebie. Nie mogłam w takim stanie pojawić się na sali. Od tamtej pory już nic mnie nie hamowało. Otoczyłam go opieką, pomagałam przy codziennych czynnościach, trzymałam za rękę. Nawet nie wiem, kiedy w tym wszystkim przyszła miłość.

Decyzja o adopcji chorego dziecka

Potem wszystko potoczyło się szybko. Nie wyobrażałam już sobie, że Kuba wróci do domu dziecka. Rodziców chłopca pozbawiono praw rodzicielskich. Stan zdrowia malca był szczególnie ciężki. W zasadzie większość swojego krótkiego życia spędził w szpitalu. Nie dawano mu szans na szybkie wyleczenie. Jak się później dowiedziałam od opiekuna prawnego nie udało się znaleźć dla niego rodziców adopcyjnych. Gdy powiedziałam mężowi o moim pomyśle – adopcji Kuby bardzo się sprzeciwił.

Przecież sami mamy syna, wymagającego dalszego leczenia, naszej troski, uwagi. Nie damy rady opiekować się dwójką chorych dzieci.

Mylisz się

rzekłam.

Przegadaliśmy mnóstwo godzin, aż usłyszałam:

Skoro mamy jedno chore dziecko i dajemy radę, to damy radę też i z dwójką, tym bardziej, że znamy już tą chorobę i wiemy, z czym się wiąże.

Uświadomiłam sobie, że właśnie za to kocham mojego męża.

Bo, czy mogliśmy postąpić inaczej?

Niesamowite, jak Kubuś „odżył”, gdy zabraliśmy do nas. Zaczął się uśmiechać, bawić, rozrabiać. Michałek też się zmienił bardzo marzył o rodzeństwie. W pewnym momencie miałam wrażenie, że wcześniejsze kłopoty zdrowotne Kuby wynikały z braku rodziców i że teraz to wszystko minie, a moje drugie dziecko będzie zdrowe. Niestety, mimo że marzyłam aby ten cud się zdarzył, tak się nie stało. Po kilku miesiącach przeszło kolejne załamanie. Kuba trafił do szpitala, a lekarze mieli coraz większe problemy z utrzymaniem go przy życiu. Udało się na szczęście włączyć go do nowoczesnej terapii . Poczułam nadzieję że może jednak wszystko będzie dobrze, a okrutna diagnoza się nie sprawdzi.

Z tą chorobą nigdy nie wiadomo, tłumaczył mi lekarz. Może dojść  do wieloletniej remisji i całkowitego wyleczenia. Może też zdarzyć się inaczej.

Ta historia nie ma happy endu. Kubuś odszedł. Wielokrotnie później słyszeliśmy, jakie miał szczęście, że do nas trafił, że choć przez ostatnie 1,5 roku swojego życia nie był sam – miał wreszcie mamę i tatę.

Ale to my mieliśmy szczęście i najlepszego Synka, jaki tylko mógł się nam trafić. Adopcja dziecka chorego zmieniła nasze życie – NA LEPSZE.

Powoli rodzi się w nas pragnienie przysposobienia kolejnego malca. Myślimy TYLKO o adopcji dziecka chorego…

Więcej o adopcji i stracie znajdziecie we wpisie: Przeżywanie straty


3 thoughts on “Znajdziesz u nas dom – adopcja dziecka chorego

  1. Ta piękna, wzruszająca historia wlała mi w serce nadzieję. Może i nasz Krysiu i Donia znajdą tak wspaniałą rodzinę jak Wasza, mimo iż zdrowa jest tylko Donatka.

  2. Gratulujemy postawy Mamy nadzieję że i nasz Krystianek wraz z Donatką znajdą takich RODZICÓW jak Państwo. Donatką jest zdrowa Krystianek ma spastyczne nóżki ale jest nadzieja że będzie chodził

    1. Może opowiemy o ich historii, by jak najwięcej osób usłyszało o tych dzieciach? Chętnie to opublikuję. Jestem pewna, że rodzice się znajdą szybciej, niż myślimy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *