Bukareszt – zakorkowane miasto na pograniczu piękna i brzydoty

Bukareszt – zakorkowane miasto na pograniczu piękna i brzydoty

Co wiesz o Bukareszcie poza tym, że jest stolicą Rumunii? Czy potrafisz wymienić choć jedną atrakcję tego miasta?

Bukareszt nie należy do miast obleganych przez turystów, wychwalanych w przewodnikach czy książkach. Okazuje się, że sporo osób tak naprawdę nie potrafi odpowiedzieć na te dwa powyżej postawione pytania, choć wydaja się one bardzo proste. Sama nazwa Bucuresti oznacza „miasto radości”. I muszę przyznać, że jest w tej aglomeracji coś magicznego i wyjątkowego. Chłonęłam ją wszystkimi zmysłami.

Nie planowaliśmy wizyty w Bukareszcie. Stolica Rumunii nie wydawała nam się, aż tak atrakcyjna, jak inne, znane metropolie Europy. Co innego Madryt, Paryż czy Rzym – ale Bukareszt? Bez przewodnika trudno nam było nawet znaleźć w pamięci choćby jeden przykład atrakcji turystycznych w tym wielkim, bo liczącym blisko 2 mln ludności mieście. Co ciekawe Bukareszt należy do miast tak często mylonych przez cudzoziemców z Budapesztem, że przeprowadzono aż specjalną kampanię informacyjną. Film edukacyjny miał zapobiec takim sytuacjom, jak powitanie bukaresztańskiej widowni słowami „Hello Budapest”. Takie gafy popełnili miedzy innymi Lenny Kravitz czy Michael Jackson.

Postanowiliśmy dać szansę temu miastu. Zmęczeni długą podróżą w ciągu wcześniejszych dni, skróciliśmy czas przejazdu i zamiast jechać prosto z Sibiu do Delty Dunaju, zatrzymaliśmy się w połowie drogi.

Bukareszt w jeden dzień – charakterystyka miasta

W Bukareszcie żyje kilkaset bezpańskich psów. Zresztą spotkać je można niemal w całej Rumunii, są one więc problemem ogólnokrajowym. Niestety ofiarą ich ugryzienia stają się często ludzie. Dla uspokojenia dodam, że my przez kilka godzin wieczornych i nocnych spacerowaliśmy w centrum miasta i żaden pies nas nie zaatakował.

Czytałam kiedyś o miłości do Bukaresztu od drugiego wejrzenia i coś w tym jest. O ile w przypadku choćby w przypadku Budapesztu czy Pragi uczucie zachwytu rodzi się niemal od razu, o tyle w odniesieniu do rumuńskiej stolicy już nie. Ogromne korki o każdej porze dnia przywitały nas bezpośrednio przy zjeździe z autostrady. Łudziliśmy się, że gdy wjedziemy do miasta będzie trochę lepiej. Niestety tak się nie stało. Spaliny, tłok, zgiełk i ogromna ilość pędzących samochodów towarzyszyły nam na każdym kroku. Kierowcy wymuszali pierwszeństwo, nikt nikogo nie chciał przepuścić, a dodatkowo zewsząd rozlegał się dźwięk klaksonu.

To co od razu mnie zaskoczyło, to ilość poplątanych kabli, biegnących wzdłuż ulic. Było ich zewsząd tak dużo, ze miałam wrażenie iż nie mieszczą się na słupach. Stwarzały one niezwykłą atmosferę prowizorki. Druga rzecz to zapach stanowiący mieszaninę spalin, kanalizacji i przypraw. Jedyna w swoim rodzaju kompozycja.

Bukareszt co warto zobaczyć?

Przyglądając się miastu trudno było nie zauważyć postkomunistycznych bloków. Wysokich 10-pietrowych, szarych z osypującym się często tynkiem i obowiązkowo klimatyzacją, tak podobnych do siebie. Przypominających w swojej brzydocie dobrze nam znany okres PRL-u. Gdzieniegdzie pośród tych postkomunistycznych budowli prześwitywały zaniedbane kamienice, inspirowane francuską architekturą. Bukareszt między I a II wojną światową nazywany był „Małym Paryżem”. Zdziwiła mnie też liczba nadajników cyfrowych i anten nadawczych. Rozumiem znaczenie nowoczesnych technologii – nie są one jednak obojętne dla zdrowia. Wszyscy mieliśmy przez ich nadmierną ilość problem z zaśnięciem, co się u nas nie zdarza.

Hostel – relikt przeszłości

Po 1,5 godzinnej przeprawie przez miasto w końcu dotarliśmy do hostelu, który wyglądał niemal jak z poprzedniej epoki. W pokoju rozbita szyba w oknie, stare łózka, tzw. prywatna łazienka  w takim stanie, że nikt nas nie próbował się kąpać, a wszelkie sprawy higieniczne ograniczyliśmy do niezbędnego minimum.

Komunikacja w Bukareszcie – metro

Na wieczorną wyprawę po Bukareszcie wybraliśmy się metrem. Okazało się, że miasto jest doskonale skomunikowane i siecią podziemnych korytarzy można w ciągu kilku minut dotrzeć do odległych jego krańców.

Metro w Bukareszcie zarządzane jest przez firmę Metrorex. Dysponuje ono 4 liniami – szczegółowy schemat i ceny znajdują się na stronie Metro w Bukareszcie. My wybraliśmy opcję 10 przejazdów za 20 lei.  Wysiedliśmy w samym centrum stolicy na stacji Piața Romană, w pobliżu uniwersytetu.

Co warto zobaczyć w Bukareszcie i czego nie można pominąć (a więc kilka słów o największych atrakcjach rumuńskiej stolicy)

Bukareszt zadziwia swoją chaotyczną zabudową. Jego ścisłe centrum zostało w dużej mierze zniszczone przez dyktatora Nicolae Ceausescu (nazywanego też Słońcem Dacji). Przywódca doprowadził do zburzenia kamienic, zabytków i cerkwi, znajdujących się na obszarze 7 km2 starego miasta. W ich miejsce zarządził budowę drugiego co do wielkości na świecie (po Pentagonie) obiektu zwanego Domem Ludowym (pałacem Ceausescu), a obecnie Pałacem Parlamentu. Gigantyczna budowla zajmuje powierzchnię 830 tys. m2. Posiada aż 12 pięter i dodatkowo 8 kondygnacji podziemnych, a więc łącznie ponad 3100 pokoi. Kosztowała przy tym kilka mld euro. Warto dodać, że jest to największy budynek administracyjny w Europie. Obecnie znajduje się w nim Parlament Rumunii i kilka muzeów, takich jak między innymi Narodowe Muzeum Sztuki Współczesnej.

Obok Parlamentu zlokalizowane są liczne budynki rządowe, ministerstwa, ambasady, urzędy. To co mnie szczególnie zdziwiło to ich niezwykle skąpe oświetlenie. Większość znajdujących się tam latarni była wieczorem wyłączona, a przecież to reprezentacyjna część Bukaresztu. W efekcie miałam wrażenie, ze jestem na peryferiach miasta, a nie w samym jego sercu.

Cerkiew Kretzulescu – również bardzo słabo oświetlona, niezwykła budowla powstawała w latach 1720-1722. Cudem ocalała podczas trzęsień ziemi, jak też i rządów dyktatora Nicolae Ceausescu, który przymierzał się do jej rozbiórka. Obiekt zachwyca swoim pięknym  ikonostasem oraz freskami.

Dotychczas żadna restauracja, czy bar nie zrobiły na mnie tak wielkiego wrażenia, jak Caru’ cu Bere. No może z wyjątkiem koszernej knajpy w samym sercu dzielnicy ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie. Miałam tam wrażenie, żze cofnęłam się do XVIII w. Bukaresztański Caru’ cu Bere przy ulicy Stavropoleos w prestiżowej dzielnicy Lipscani tętni życiem i niemal zawsze jest przepełniony. Restauracja mieści się w zapierającym dech w piersiach budynku  w stylu neogotyckim. Obiekt został zaprojektowany w 1899 r. przez austriackiego architekta Siegfrida Kofczinsky i jest znany ze swoich secesyjnych dekoracji.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *