Ta mama, co mnie (nie) chciała…

Ta mama, co mnie (nie) chciała…

Jak powiedzieć dziecku o adopcji? Kiedy zacząć z nim tą rozmowę? Jak ją poprowadzić? Co zrobić, by jak najmniej go zranić?

Nie jest łatwo powiedzieć dziecku, że jest adoptowane i tak trudno jest znaleźć odpowiedni moment.

Jak mamy mówić o rodzicach biologicznych? – zapytałam panią pedagog z ośrodka adopcyjnego na ostatnim naszym spotkaniu, bo jakoś o tym na kursie nikt nam nie powiedział …  że bardzo go kochali, ale nie mogli go zatrzymać… by przedstawić ich w takim pozytywnym świetle. Wtedy będzie mu przecież łatwiej to znieść?

Zapamiętałam odpowiedź, jaką wtedy usłyszałam:

Nie, powiedźcie mu prawdę, że ich nie znacie i nie wiecie, dlaczego go oddali. Nie koloryzujcie, nie ubarwiajcie.

Hm, to nie takie łatwe…

Jak powiedzieć dziecku, że jest adoptowane? Jak przygotować je na taką rozmowę?
Jak powiedzieć dziecku, że jest adoptowane?

Jak trudno jest powiedzieć dziecku, że jest adoptowane?

Tomuś wie, że jest dzieckiem adoptowanym, że początek swojego życia spędził w szpitalu, a następnie w domu dziecka. Pierwszą rozmowę, dotyczącą historii jego pochodzenia odbyliśmy, gdy miał 2 latka. Ja bym ją pewnie jeszcze przesunęła na później, ale psycholog z poradni psychologiczno – pedagogicznej nas do tego zmotywowała. Nie było łatwo (zresztą opisałam to tutaj).

Oswajanie adopcji

Trudność była w nas. Tomuś wysłuchał i przeszedł nad tym do porządku dziennego. Raczej niewiele zrozumiał. Ale słowo adopcja przestało mu być obce, gdzieś pojawiło się w naszej wzajemnej przestrzeni. Po kilku miesiącach, gdy wspólnie czytaliśmy bajkę o brzydkim kaczątku, które szukało mamy, usłyszałam nagle:

Ja też Was szukałem i znalazłem

i wielki uśmiech pojawił się na Jego twarzy. Znów nastąpiła długa przerwa w tym temacie.

Trudna rozmowa o adopcji – kolejne podejście

Któregoś dnia podszedł do mnie i zapytał:

Każde dziecko ma jedną mamę. Prawda?

Miałam ochotę powiedzieć „Tak, jedną”. To wszystko by ułatwiło, tym bardziej że śpieszyliśmy się, a Tomuś poruszył ten temat tak niespodziewanie. Jednak coś w środku mówiło mi, że muszę zmierzyć się z tym pytaniem.

Wzięłam go na kolana i powiedziałam:

Najczęściej tak Synku, dziecko ma jedną mamę, ale nie zawsze tak jest. Twoja mama z jakiegoś powodu nie mogła lub nie chciała się Tobą opiekować. Nie wiemy dlaczego. Ale my cały czas Cię szukaliśmy, tak bardzo i wszędzie. I nagle dowiedzieliśmy się, że jesteś….

I mówiłam o naszej radości, szczęściu, jak to było, gdy się pojawił. Gdy tylko napomknęłam o tym, jak bardzo na niego czekaliśmy i jak wszędzie szukaliśmy, widziałam przemianę na buzi Synka  – cała promieniała.  Musiałam opowiadać każdy szczegół, tak bardzo były dla niego ważne.

Po tej rozmowie znów temat adopcji poszedł w zapomnienie. Żyliśmy, jak każda rodzina. Dopiero, gdy spotkaliśmy Synka znajomej, który nie miał taty. Tomuś zapytał, dlaczego nie zajmuje się nim drugi tato. Nagle stało się dla niego logiczne, że jak brakuje pierwszych rodziców, to powinni być drudzy w zastępstwie.

Więc zaczęłam mu znów tłumaczyć, że nie zawsze tak jest.

Jak ważni są dla adoptowanego dziecka rodzice biologiczni

Po tamtym wydarzeniu nastąpiła kolejna kilkumiesięczna przerwa. Dopiero niedawno temat adopcji, domu dziecka i rodziców biologicznych wrócił ze zdwojoną siłą. Zupełnie przypadkowo? Sądzę, że nie – ta świadomość pierwszych rodziców jest w nim bardzo silna. Tomuś opowiada, że „ta druga” mama czytała mu bajki, ze chodził z nią na spacer, że tamten tato woził go czerwonym samochodem. Na nic nasze tłumaczenia, że to niemożliwe. Następnego dnia znów nowa historia z rodzicami biologicznymi. I tak codziennie. Myślałam, że może dobrym sposobem będzie nie zwracanie uwagi na te fantazje, ale to też nic nie dało. Więc znów wyjaśniliśmy, że tamci rodzice nie mogli tych wszystkich rzeczy robić, no chyba że wtedy, gdy był jeszcze w brzuszku.

Czasem w tych opowieściach pojawia się, informacja, że to ta mama, lub ten tato, którzy mnie nie chcieli.

Synku, my ich nie znamy i nie wiemy, czy nie chcieli, czy nie mogli… Ale wiesz, my Ciebie tak, bardzo chcieliśmy. My Cię kochamy…

Pojawia się uśmiech na buzi małego chłopca, ale już nie taki, jak kiedyś. Jego twarz nie promienieje tak bardzo. Jakiś niepokój, niedosyt, niespełnienie odbijają się na niej i są  obecne w jego sercu. Nie myślałam, że na tak wczesnym etapie życia, odczuje ból związany z porzuceniem.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *