„Pragnęłam rozwiązać adopcję Ani” – codzienne życie z dzieckiem z RAD

„Pragnęłam rozwiązać adopcję Ani” – codzienne życie z dzieckiem z RAD

Obawy związane z adopcją

Wielu przyszłych rodziców adopcyjnych boi się FAS-u, wiedząc że pewne uszkodzenia w mózgu dziecka w okresie prenatalnym mogą być nieodwracalne, a konsekwencje odczuwalne przez całe życie.

Jednak znacznie gorszą formą są reaktywne zaburzenia przywiązania RAD. W poprzednim wpisie przedstawiłam Wam historię Kasi, której podstawowe życiowe potrzeby wielokrotnie były niezaspokojone.  Brakowało jej stałego opiekuna. Przenoszona z miejsca na miejsce – nie miała jak nauczyć się budowania trwałych więzi. W ciągu swojego krótkiego życia dziewczynka wędrowała z domu rodzinnego do pogotowia opiekuńczego, rodziny zastępczej, domu dziecka, ponownie rodziców biologicznych i znów kolejnej rodziny zastępczej. To ostatecznie zamknęło ją na miłość.

Życie z dzieckiem z RAD – rzeczywistość po adopcji

Dziś chciałabym Wam przytoczyć słowa mamy adopcyjnej, która adoptowała córkę z RAD. Dziewczynka o imieniu Ania w momencie adopcji miała zaledwie 2 latka.

„Opiszę nasz dzień, by pokazać jak wyglądało nasze życie po adopcji Ani. Reakcja córki zaraz po przebudzeniu różniła się w zależności od sytuacji. Gdy była sama – od razu zaczynała płakać. Gdy stałam przy jej łóżeczku odpychała mnie i mówiła bym sobie poszła. Przy ubieraniu – problem, przy śniadaniu również sprzeciw. Potem zaczynała biegać i demolować mieszkanie, wyrzucała rzeczy z szuflad, szafek, ze stołu, tłukła szklane lub gliniane przedmioty, biła brata, drażniła psa.

W czasie naszego spaceru wyrywała się, uciekała, lizała kosze na śmieci, wybiegała na jezdnię i zaczepiała przechodniów. W każdym sklepie zamieniała się w słodką dziewczynkę, wzbudzając zachwyt u ekspedientek.

Wszystkie jej zabawy polegały na niszczeniu zabawek i rozrzucaniu rzeczy. Jadła klej, wylewała kosmetyki, gryzła, szarpała. Najchętniej robiła też to, co zakazane. Odkręcała gaz, wyłączała pralkę w trakcie prania, rzucała pilotem od telewizora, uruchamiała ekspres do kawy. Potrafiła biec prosto na ścianę, by uderzyć się z całej siły i nie reagować. Nic – żadnego płaczu.

Patrzyła na mnie tylko wtedy, gdy udało jej się mnie zdenerwować. W pozostałych sytuacjach najczęściej unikała kontaktu wzrokowego. Żyła w swoim świecie. Nie odczuwała potrzeby kontaktu fizycznego czy psychicznego”.

Adopcja Ani zmieniła nasze życie

Po kilku miesiącach od pojawienia się Ani w rodzinie jej mama i tato adopcyjni zaczęli mieć problemy ze zdrowiem. Siostra taty, która  sporadycznie pomagała w opiece nad dziewczynką, musiała brać środki uspokajające i przeciwlękowe.

W przedszkolu cierpiały przez Anię wszystkie dzieci i wychowawczynie. Pomimo doskonałych kwalifikacji zawodowych zupełnie nie radziły sobie z dziewczynką.

„Nasze śliczne, milutkie dziecko już po tygodniu okazało się małym „potworem” – czyli tak głęboko zranioną istotą, która potrafiła tylko niszczyć wszystko i wszystkich. Ostatecznie wygraliśmy, ale kosztowało nas to zdrowie, czas i mnóstwo pieniędzy.

Mam wrażenie, że temat RAD jest całkowicie bagatelizowany. Na kursie adopcyjnym, organizowanym przez nasz OA, temat związany z zaburzeniami przywiązania u dzieci RAD został omówiony przez prowadzącą w ciągu około 20 minut. Kilka suchych faktów, które nic nam nie dały”.

Wadliwe rozwiązania w systemie opieki zastępczej sprawiają, że dzieci czekających na adopcję i wędrujących z miejsca na miejsce jest w Polsce wiele.

W efekcie coraz częściej pojawia się zespół zaburzeń więzi i przywiązania RAD. Rodzice adopcyjni pozostają z problemem sami. Brakuje rozwiązań systemowych,  wykwalifikowanych specjalistów w tym zakresie, grup wsparcia oraz pomocy instytucjonalnej.

Więcej historii adopcyjnych zebraliśmy w e-bookach „Rozmowy adopcyjne” i „Adopcja oczami ojca”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *