Zostaliśmy rodzicami zastępczymi w czasie pandemii

Zostaliśmy rodzicami zastępczymi w czasie pandemii

Rodzicielstwo zastępcze w czasach pandemii koronawirusa

Koronawirus zmienił życie wielu dzieci w domach dziecka. Wpłynął na cały system rodzicielstwa zastępczego. Zdeterminował pracę ośrodków adopcyjnych oraz powiatowych i gminnych ośrodków pomocy rodzinie (zajmujących się pieczą zastępczą). Od marca nic nie funkcjonuje tak jak wcześniej. Dodatkowo stale rośnie liczba dzieci, które czekają na nowe rodziny.

Oto historia Ani, która poprzez naszą stronę na FB odnalazła synka:

Postanowiliśmy zostać rodziną zastępczą

„Po wielu rozmowach z partnerem podjęliśmy decyzję, że chcemy zostać rodziną zastępczą. Pod koniec lutego umówiliśmy się na spotkanie informacyjne w tej sprawie.

Wszystko nam wyjaśniono dokładnie co i jak. Zmotywowani zaczęliśmy zbierać dokumenty. Niestety na niektóre musieliśmy czekać. Przez to nie udało nam się ich złożyć przed pandemią i musieliśmy czekać na ponowne otwarcie placówki.

W odpowiedzi na mnóstwo pytań i wątpliwości, dotyczących całej procedury adopcyjnej przygotowaliśmy przewodnik:

Kompendium wiedzy o adopcji. Narodziny miłości

Ustaliliśmy nowy termin wizyty w PCPR na połowę sierpnia. Wtedy to donieśliśmy komplet dokumentów. Pozostawało nam tylko czekać na telefon z informacją o terminie rozmowy z psychologiem i o testach kwalifikacyjnych .

Poszukiwania rodziców zastępczych dla małego chłopca z podejrzeniem FAS

W międzyczasie natknęłam się na FB na ogłoszenie o poszukiwaniu rodziców zastępczych dla małego chłopca z podejrzeniem FAS. Sądziłam, że nie mamy zbyt dużych szans. Byliśmy dopiero na początku drogi do bycia rodziną zastępczą. Zdecydowaliśmy się jednak spróbować. Napisałam odpowiedź w sprawie ogłoszenia.

Jednocześnie odezwał się nasz PCPR i zostaliśmy zaproszeni na testy i rozmowę z psychologiem. Pamiętam, że bardzo stresowaliśmy się tym, jak wypadniemy i czy nas zakwalifikują. Po powrocie do domu byliśmy zmęczeni i wyczerpani. Niemal natychmiast zasnęliśmy.

Wtedy też przyszła odpowiedź na Messengera w sprawie chłopca. Postanowiliśmy działać. Zadzwoniłam tam i powiedziałam jak wygląda sytuacja, że nie mamy szkoleń ani jeszcze testów.

Wtedy Pani dała nam cień nadziei ponieważ mówiła, że poszukują rodziny w miarę szybko i brak szkoleń nie był przeszkodą. Ucieszyliśmy się z takiej informacji.

Trudności związane z procedurą

Zaczęła się procedura. Tamtejszy PCPR wyraził zgodę by podać nas w sądzie jako rodziców. Wtedy byliśmy już po testach i czekaliśmy na opinie na nasz temat. Niestety organ który zajmuje się u nas kwalifikacją na RZ nie śpieszył się z jej napisaniem.

Wtedy zadzwoniła do mnie Pani z PCPR szukającego rodziców zastępczych dla chłopca. Powiedziała, że nie mogą dłużej czekać na opinię i na szybko muszą znaleźć nową rodzinę dla dziecka.

Rozpłakałam się wtedy z żalu. Byłam wściekła, że nasz PCPR specjalnie się nie śpieszy z opinią bo oni nie praktykują powierzania dzieci do RZ bez szkoleń itd.

Wtedy stwierdziliśmy z partnerem, że chyba musimy czekać na szkolenia i dopiero po nich starać się o dziecko. Nadal jednak interesował mnie los tego chłopca. Chciałam dzwonić do Pani z PCPR i pytać czy znalazł rodzinę.

Dostaliśmy jeszcze jedną szansę, by zostać rodziną zastępczą dla chłopca

Jednak akurat wtedy miałam ciężki czas w pracy i zupełnie o tym zapomniałam. Pewnego dnia siedząc w pracy , patrzę, dzwoni mi telefon. Okazało się, że to Pani z PCPR od chłopca. Zapytała się czy nadal jesteśmy chętni przyjąć maluszka do siebie i czy może podać nas do sądu jako rodzinę dla niego. Okazało się, że poprzednia para, którą znaleźli wycofała się w ostatniej chwili.

Pani wspomniała też, że w między czasie przyszła do nich opinia kwalifikacyjna z naszego Ośrodka na nasz temat. Dla sądu była ona wystarczająca, by powierzyć nam dziecko.

Bez chwili wahania zdecydowaliśmy się , że chcemy tego chłopca. Wiedzieliśmy, że to jemu pragniemy pomóc. Byliśmy trochę niepewni i nie do końca ufni. Pojawiały się wątpliwości, czy drugi raz się nie rozczarujemy, czy sąd przyzna nam opiekę nawet mimo braku odpowiedniego szkolenia, tylko na podstawie opinii?

Decyzją sądu zostaliśmy rodzicami zastępczymi

Siódmy października był dla nas dniem pełnym nerwów, bo to wtedy była sprawa chłopca w sądzie. W końcu po godzinie 15 zadzwoniła do nas Pani z PCPR i oznajmiła, że ostatecznie powierzono dziecko naszej opiece. Radości było co niemiara.

Ja, jak każda kobieta wpadłam w szał zakupów dla małego. Mieliśmy na organizację zaledwie kilka dni. W piątek dostaliśmy informację, że w poniedziałek przywiozą nam chłopca. Byliśmy podekscytowani i szczęśliwi. W niedzielę wieczór wszystko było już gotowe na przybycie malutkiego do nas. Łóżeczko, ciuszki i inne potrzebne rzeczy.

Koronawirus i kwarantanna pokrzyżowały nasze plany

Z niedzieli na poniedziałek spałam tylko kilka godzin. Nie mogłam się już doczekać poniedziałku godziny 12.30. To wtedy właśnie miał przyjechać nasz synek. W poniedziałek rano odebrałam telefon. Usłyszałam:

„Nie przywieziemy Państwu chłopca, gdyż w ośrodku w którym się on teraz znajduje jest kwarantanna. Potrwa najprawdopodobniej 10 dni.”

Posmutniałam, nie wiedziałam co powiedzieć. Pani poinformowała mnie, że jak tylko będzie coś wiedzieć, to da znać. Teraz pozostaje nam czekać, kiedy będzie można w końcu przywieźć chłopca.

Może ktoś uzna mnie za dziwną bo jak można martwić się o dziecko którego nawet się nie widziało.

Dla mnie od początku nie było ważne, jak to dzieciątko wygląda. Liczyło się tylko to, aby mu pomóc, by nie był już sam, by miał rodziców…

Teraz martwię się o niego. Tak bardzo chcę, by wszystko było dobrze i żeby za te kilka dni mógł cały i zdrowy w końcu przyjechać do nas, do swoich rodziców. Czekamy choć nie jest łatwo. Patrzę na puste łóżeczko i płacze…”

Więcej na temat tego, jak zostać rodziną zastępczą znajdziecie tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *