Sąsiedzi adoptowali psa, a my adoptowaliśmy dziecko

Sąsiedzi adoptowali psa, a my adoptowaliśmy dziecko

Nadużywanie określenia adopcja

By nie było wątpliwości:  Słowo adopcja pochodzi z języka łacińskiego od adoptio – co oznacza przybranie, usynowienie. Adopcja stanowi uznanie dziecka innych rodziców za własne, choć nie ma z nim więzi biologicznej.

Na mojej ulicy (jednej z wielu w dużym mieście) słowo adopcja pojawia się bardzo często. Jest dumnie podkreślane podczas sąsiedzkich rozmów. W naszej klatce mieszka adoptowany pies. Naprzeciwko adoptowany kot.

Wszystkie te zwierzaki zostały wzięte ze schroniska. Ich właściciele zaznaczają to zresztą na każdym kroku. Przeszli odpowiednie kontrole, musieli spełnić wymagania lokalowe. Ostatnio doszedł jeszcze jeden adoptowany psiak. Żeby tego było mało na mojej ulicy sąsiedzi przygarniają adoptowane kwiaty doniczkowe, ze schroniska niechcianych, wyrzuconych roślin.

Adopcja usynowienie
Adopcja usynowienie

Jak więc widzicie, temat adopcji jest u nas bardzo powszechny i nikt nie ma żadnych skrupułów czy obaw, by go poruszać. Adopcja po prostu stała się moda.

Jest jeden wyjątek – o którym mówi się cicho, w tajemnicy, by nikt postronny o niej nie usłyszał, choć i tak wszyscy wiedzą. Ta adopcja miała miejsce wiele lat temu. Rodzina adoptowała dziewczynkę. Niestety, gdy dorosła, a rodzice przepisali jej mieszkanie, zrobiła wszystko by się ich „pozbyć”. Doprowadziła do ich przeprowadzki. Na szczęście mieli gdzie się udać. Zamieszkali w swoim starym domu rodzinnym, razem z siostrą. Nie znam szczegółów tej sprawy.

Wiem tylko, że o ile o adopcji zwierząt i roślin mówi się tutaj w samych superlatywach, to o adopcji dzieci już nie.

W tej sytuacji o adopcji naszego Synka powiedzieliśmy tylko dwóm, szczególnie zaprzyjaźnionym rodzinom. Zresztą nie widziałam potrzeby, by masowo dzielić się tą informacją. Zanim Tomuś do nas trafił dużo podróżowaliśmy, więc praktycznie każdy widząc nas później z tak małym dzieckiem, był przekonany że go urodziłam. Tomuś jest bardzo lubiany na naszej ulicy. Ma koleżankę z która się przyjaźni. Czasem z obawą patrzę w przyszłość. Jest w wieku, w którym śmiało, w naturalny sposób mówi się o wszystkim.

Dla niego adopcja nie stanowi tematu tabu. Co będzie gdy wyjawi swoje pochodzenie? Czy nie zostanie mu przypisana łata w stylu „dziecko adoptowane = kłopoty”.  Zaściankowość i stereotypy są obecne wszędzie, także i w dużym mieście.

Zastanawiam się też, co pomyśli sobie Tomuś, gdy wkoło będzie słyszał o adoptowanych, niechcianych psach, kotach, roślinach?

Dlaczego tak bardzo nadużywane jest słowo adopcja.  Czasem myślę, że zdecydowanie lepszym wyrazem jest rosyjskie określenie adopcji, czyli „usynowienie”.

Czy można usynowić psa, kota, czy roślinę?

Chyba nie, a dziecko można 🙂

Zapraszam też do wcześniejszego wpisu, obalającego adopcyjne mity pt.: Dzieci (nie)chciane.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *