Stawianie granic zranionemu dziecku

Stawianie granic zranionemu dziecku

Trudności w wychowaniu dziecka adopcyjnego – stawianie granic

Dziś byłam świadkiem kolejnej sceny z udziałem małego człowieka i jego mamy w sklepie z zabawkami. Chłopczyk uparł się, że dostanie to, co sobie umyślił, a widząc opór ze strony rodzica płakał, krzyczał i kładł się na ziemię. W końcu mama ustąpiła. Po chwili widziałam ich przy kasie, a mały ściskał swój upragniony samochód.

Stawianie granic – dlaczego w przypadku rodziców adopcyjnych jest tak trudne?

Stawianie granic to problem, z którym mierzą się wszyscy rodzice, by dziecko „nie weszło im na głowę” i nauczyło się żyć wśród innych. Ma zresztą jeszcze więcej zalet. Daje maluchowi poczucie bezpieczeństwa, pozwala zrozumieć, że nie wszystko w życiu dostanie, a jego zachcianki nie zawsze będą spełnione. A kolejny samochód, czy klocki wcale nie są mu potrzebne do szczęścia.

stawianie granic, sztuka mówienia nie, wychowanie dziecka adopcja
Stawianie granic adoptowanemu dziecku

W przypadku rodziców adopcyjnych stawianie granic bywa szczególnie trudne.

Dlaczego? Z dwóch powodów:

  1. Z jednej strony wynika to z ogromnego pragnienia macierzyństwa czy ojcostwa, które przez lata nie może się urzeczywistnić. Napotyka tyle przeszkód i tak trudną drogę, jaką jest przejście całej procedury adopcyjnej. I wreszcie, gdy pojawia się ten mały człowiek , tak długo wyczekiwany, to chciałoby mu się rzucić świat do jego stóp.

  2. Z drugiej strony przy adopcji zawsze trafia do nas dziecko, które doświadczyło cierpienia, wynikającego z odrzucenia, niekochania, a czasem i przemocy fizycznej lub psychicznej. Gdy osoba dorosła styka się z krzywdą, która spotkała tak małą, niewinną istotę, to człowiek marzy, by wynagrodzić te wszystkie złe chwile.

Poznałam mamę adopcyjną, która nie potrafiła odmówić swojemu dziecku niczego. Jej niespełna 2-letni synek był głodzony, bity, pozostawiany bez opieki. Świadomość tej przeszłości  sprawiała, że wybaczyłaby mu wszystko i ofiarowała każdą wymarzoną rzecz. W jej głowie przebijała się tylko ta jedna myśl: „On już tyle wycierpiał”.  Ale ten mały chłopczyk potrzebował nie tylko współczującej miłości, lecz także mądrego wytyczania granic. I mama adopcyjna dla jego dobra musiała się na to zdobyć, jednak przez długi czas nękały ją jeszcze wyrzuty sumienia.

Mój Tomuś nie doświadczył bicia, czy głodzenia, a jednak gdy do nas trafił też źle się czułam, nie spełniając wszystkich jego pragnień. I przez jakiś czas kupowaliśmy mu każdą rzecz, której zapragnął.  Przyszedł wreszcie czas, że zaczęliśmy mówić „nie”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *