Żoną chciałam być…

Żoną chciałam być…

Granice miłości

Małżeństwo to najlepsza instytucja jaką znam, a nasze jest potwierdzeniem tego, że miłość nie zna granic. Zawsze wyznawałam zasadę, że jeżeli czegoś bardzo, ale to bardzo pragniesz, to dąż do tego ze wszystkich sił, aż w końcu się spełni.

Czy miłość przez internet istnieje

Pomógł nam świat wirtualny. W zasadzie o internecie, jako współczesnej swatce pomyślałam za sprawą koleżanki.

„A co tam, też spróbuję”

– postanowiłam, zakładając konto w portalu randkowym. Po zakończonym bardzo przykrym związku wiedziałam, kogo na pewno nie chcę tam znaleźć. Starałam się szukać sercem, więc nie zwracałam zbytniej uwagi na zdjęcia. Zresztą szybko przekonałam się, że mężczyźni czasem nie potrafią wybrać najlepszej fotografii. W efekcie kilka razy przeżyłam miłe zaskoczenie.

Przyjęłam taktykę, że odezwę się do kilku przedstawicieli płci brzydkiej jednocześnie i zobaczę co z tego wyjdzie. Nie wiem dlaczego, ale przy moim Mężu szczególnie się zawahałam…

„No nie, już wystarczy… Przecież nie dam rady się ze wszystkimi spotkać” „A dobrze, to jeszcze ten ostatni”

i wysłałam wiadomość. Co ciekawe On też właśnie stwierdzał, że internetowe znajomości to nie to i ja byłam ostatnią osobą, której jeszcze postanowił dać szansę.

Czy miłość przez internet istnieje?
Czy miłość przez internet istnieje?

Czy miłość przez internet i to na bardzo dużą odległość może przetrwać?

Nie chciałam się bawić w wirtualne związki, dlatego wybrałam osoby z mojej miejscowości, by móc się z nimi w miarę szybko spotkać. W tym całym roztargnieniu, jakoś nie zauważyłam, że mój Mąż aktualnie przebywał tysiące kilometrów dalej, a tylko kiedyś studiował w moim mieście.

Gdy po kilku wymienionych wiadomościach zdałam sobie sprawę z mojego błędu, tak jakoś dobrze nam się pisało, że postanowiłam nie kończyć tej znajomości, a jednocześnie  zachować zdrowy rozsądek i specjalnie się nie nastawiać na tą relację. Bo jak można coś budować przy takiej odległości?

To był ciekawy czas spotykałam się z nowymi kolegami, a że większość z nich wyraziła chęć – grafik miałam bardzo napięty. Wybrałam sobie przytulną, knajpkę w samym rynku, w miarę cichą, by można było spokojnie rozmawiać. Jednak czwartego dnia zauważyłam, że obsługa jakoś tak dziwnie się na mnie patrzy, bo codziennie jestem tam z innym mężczyzną.

Wyczekiwane spotkanie

Część znajomości szybko się wykruszyła, to nie było to. Pozostałym postanowiłam dać szansę. Teatry, kina, wyjazdy za miasto, wypady w góry stały się moją codziennością. A wieczorami pisałam wciąż z przyszłym Mężem. Na szczęście jakoś w tym czasie planował przyjazd do Polski. Spotykaliśmy się przez cały czas jego pobytu. I choć na początku nic nie czułam, to pod koniec zrobiło mi się jakoś tak smutno, gdy odjeżdżał. A On przy pożegnaniu powiedział mi tylko, że:

Nie wie, czy coś z tego wyjdzie, bo dzieli nas taka odległość, a jeszcze zaledwie kilka tygodni wcześniej zlikwidowali bezpośrednie połączenie lotnicze między naszymi miastami.

Miłość wszystko przetrzyma…

Byłam więc pewna, że to koniec, nawet miałam już nic więcej nie pisać… by nie tracić czasu na coś, co i tak nie ma racji bytu. Wieczorem jednak znów zadzwonił, czym zresztą bardzo mnie zaskoczył.

„To nic, że odległość i połączenia nam nie sprzyjają, będę robić wszystko, by się dalej spotykać.”

Tego dnia zakończyłam wszystkie inne znajomości. Nie było łatwo, te loty dawały się we znaki. Obydwoje pracowaliśmy. Ale gdy nam na czymś tak bardzo, bardzo zależy to każdą przeszkodę można pokonać.

Wtedy też odkryłam, że jak ktoś jest nam pisany, to wszystko się układa w jedną całość i cały świat zaczyna sprzyjać. Pamiętam na początku, był taki moment, że bardzo się pokłóciliśmy. Wszystko wynikało z tego, że jeszcze dobrze się nie znaliśmy i każde z nas interpretowało sytuację na swój sposób. Byłam wtedy taka zła, że już nie chciałam słuchać żadnych wyjaśnień. Gdy przestałam się odzywać z silnym postanowieniem, że to już koniec…. Zapalił się nam samochód i znów trzeba było wspólnie działać.

Potem już tylko płakałam na lotniskach, przy każdym rozstaniach i wiedziałam, że tak dłużej być nie może. Trochę zastanawialiśmy się, gdzie wspólnie zamieszkać, ale to że mamy być  razem już nie pozostawiało wątpliwości.

13 lutego w małym Kościołku przyjęliśmy Sakrament Małżeństwa. Był mróz  -20 °C, mnóstwo śniegu. Wszyscy goście odziani w grube płaszcze i futra dziwili się, jak ja nie marznę w tak cienkiej sukience i skąpym białym, płaszczyku. Nie docierało do mnie zimno, choć zmarzluch ze mnie straszny. Ale tego dnia nic nie czułam, poza tym ciepłem bijącym prosto z serca.  Tym ciepłem, jakim jest Miłość.


Pragnienie rodzicielstwa

Już wtedy pojawiło się w nas pragnienie rodzicielstwa (tu przeczytacie o tym więcej). I choć nie było łatwo, bo po drodze doświadczyliśmy utraty dziecka, a potem nieudanej próby adopcji starszych dziewczynek (klik), to jednak w końcu zwyciężyliśmy i staliśmy się MAMĄ (tu) i TATĄ (tu), czyli (nie)idealną rodziną adopcyjną (klik).


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *