Zwątpienie przy adopcji

Zwątpienie przy adopcji

Decyzja o przysposobieniu dziecka – wątpliwości, strach, obawy, chwile zwątpienia

Wątpliwości, obawy, zwątpienie przy adopcji
Zwątpienie przy adopcji

Adopcja – przygoda życia

Adopcja jest dla nas wspaniałą przygodą. Nie wyobrażamy już sobie życia bez naszego Synka. Jest promykiem oświetlającym każdy nasz dzień, nadającym mu inny wymiar i nowy sens. Dziecko to wielka rewolucja w rodzinie, droga do innego świata. Istota zmieniająca dotychczasowy porządek i sposób postrzegania otoczenia, wnosząca tyle radości i wigoru.

Chwile słabości, zwątpienie przy adopcji

Jednak bywają takie chwile słabości, jakiegoś zwątpienia, zwłaszcza, gdy pani w przedszkolu skarży się, że Tomuś jej nie słucha, gdy później to samo dzieje się w domu i na nic nasze prośby, przekonywanie, tłumaczenie. Nie działa też system nagród, ani kar… jest tylko upartość małego człowieka i dążenie do osiągnięcia swojego obranego wcześniej celu. A gdy to mu się nie udaje – zwyczajnie się złości i za wszelką cenę próbuje wymusić swoje racje.

Oczywiście nie zawsze tak jest. Jednak gdy przyjdzie właśnie taki dzień buntu, a na dodatek trafi on na moje zmęczenie, zabieganie i nadmiar innych obowiązków oraz zadań, czy problemów, które koniecznie trzeba wykonać i rozwiązać dziś i teraz – to przychodzi zwątpienie.

Zwłaszcza jeśli podsyci je kolejny artykuł, reportaż, bezpośrednia opowieść kogoś, kto koniecznie musi mi powiedzieć swoje, nie do końca dobre przemyślenia o adopcji, o dzieciach adopcyjnych, podsycając strach związany z adopcją, który myślałam, że dawno już się rozpłynął i przepadł jak zły sen, który znika wraz z pierwszymi promykami słońca.

Wtedy pojawia się to pytanie, które burzy cały wewnętrzny spokój:

A może to dlatego, że Tomuś jest adoptowany, a jeśli to Te „geny” dają o sobie znać? Pewnie, gdybym Go urodziła byłoby inaczej?

I pojawiają się w moim sercu i ból, wstyd i żal oraz poczucie winy…

Obawy dotyczące adopcji mijają…

Ale potem przychodzą takie chwile jak te wczoraj, gdy byliśmy sami (bo Tatuś znów rozpoczął kolejny rok przygody ze studiami, które musiał podjąć nie dla kariery i samorealizacji – jedne skończone już by mu wystarczyły – ale z przymusu by nas utrzymać) więc byliśmy z Tomkiem w ogródku i wyrzucaliśmy przemarznięte już rośliny i chwasty.

Akurat na jeden dzień podstawili nam kontener na odpady zielone, bo nie wolno u nas palić ich samodzielnie. Tak to jest w dużych miastach – zaraz straż miejska łapie, gdy tylko zobaczy ognisko. Dość sporo było tego do przeniesienia.

I wtedy usłyszałam od mojego 3-letniego Synka słowa:

„Pomogę Ci mamo, chętnie Ci pomogę… bo jestem chłopakiem i potrzebujesz pomocy”

… i tak garnął się do przenoszenia i tyle razy mi powtarzał taszcząc wielkie łodygi słoneczników

„chętnie pomogę… lubię pomagać”.

Wybacz mi Dziecko, ze zwątpiłam choć na chwile w to, że jesteś dobry…

Dziś Dzień Papieski i w szczególny sposób przemawiają do mnie słowa Jana Pawła II

„Miłość do człowieka to troska o to, by zabezpieczyć dobro, które w nim jest i odsunąć od niego wszelkie formy zła i niesprawiedliwości”

Piękne przesłanie dla każdego rodzica, zwłaszcza dla adopcyjnego, który choć na moment zwątpi… tak jak ja…

takie zwątpienie przy adopcji prędzej, czy później może się pojawić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *