Samotnie adoptowałam dziecko

Samotnie adoptowałam dziecko

Od kiedy pamiętam zawsze byłam sama. Nie czułam się z tym źle. Miałam świetną pracę, która dawała mi mnóstwo satysfakcji. Również materialnie radziłam sobie bardzo dobrze. Lubiłam ludzi, a oni mnie. Miałam przyjaciół i rodzinę. Wszyscy mnie wspierali. Mogłam na nich liczyć.  Cieszyłam się życiem.

Adopcja w pojedynkę

W pewnym momencie pojawiło się we mnie pragnienie posiadania dziecka.  Zaczęłam myśleć o adopcji. Odkryłam, że osoba samotna też może adoptować dziecko w pojedynkę. Nie trzeba być małżeństwem. Poczułam, że to właśnie jest moja droga, którą chciałam dalej zmierzać. Postanowiłam działać.

Wizyta w ośrodku adopcyjnym

Umówiłam się na rozmowę w ośrodku adopcyjnym, który znajdował się najbliżej mojego miejsca zamieszkania. Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas tego spotkania dwie panie próbowały mnie zniechęcić. Z ich słów wynikało, że to egoistyczne z mojej strony. Tyle małżeństw bezdzietnych czeka, a ja chcę „zabrać im dziecko”. Drugi argument był taki, że pragnę pozbawić jakieś dziecko możliwości posiadania ojca. Poczułam się jak ktoś zły, kto świadomie pragnie w jakimś sensie skrzywdzić bezbronnego, małego człowieka. Postanowiłam się nie poddawać i złożyłam dokumenty w tym ośrodku. Panie z OA nie kryły swojego niezadowolenia.

Adopcja dziecka przez osobę samotną – regulacje prawne

Zgodnie z prawem nie mogły mi jednak odmówić przyjęcia. Rozpoczął się wstępny etap kwalifikacji na kurs dla kandydatów na rodziców adopcyjnych. Szczególnie niemiło wspominam rozmowy z panią psycholog. Moje testy nie wypadły źle. Chociaż ich wyniki okazały się być tajemnicą. Nie mogłam się z nimi zapoznać szczegółowo. Uzyskałam tylko bardzo ogólne informacje. Ostatecznie test został mi zaliczony. Przeszłam do kolejnego, trudniejszego etapu. Rozmowy z panią psycholog, gdzie każde moje słowo było oceniane bardzo subiektywnie. Usłyszałam, że nie pogodziłam się z brakiem męża, a dziecko traktuję jako rekompensatę tej pustki. Wysłano mnie na terapię. Nie zgadzałam się z tą diagnozą.

Problemy przy adopcji

Umówiłam się z innym psychologiem spoza ośrodka. Po kilku sesjach stwierdził on, że nie widzi takiego problemu we mnie. Dostałam pozytywną opinię. Wróciłam z nią do ośrodka. Panie kiwały głowami, mówiły, że nie wiadomo czy ona wystarczy. Ostatecznie tym razem dopisały mnie do kolejki rodzin oczekujących na kurs.

Jak się później okazało jako osoba samotna musiałam czekać znacznie dłużej. Być może był to sposób, by ostatecznie mnie zniechęcić.  W końcu nadszedł ten moment. Rozpoczęły się szkolenia. Zajęcia były bardzo ciekawe. Grupa składająca się z samych małżeństw wspaniała. Wszyscy się wspieraliśmy. Zaprzyjaźniliśmy się. Nikt nie podważał, ani nie oceniał mojej decyzji o adopcji w pojedynkę.

Poznaj nasze książki o adopcji: Moje nowe życie po adopcji – historie dorosłych adoptowanych, Przewodnik po procedurach adopcyjnych

Najtrudniejsza znów w moim przypadku była rozmowa z panią psycholog, dotycząca określenia indywidualnych preferencji co do dziecka. Czułam nacisk, by wskazać w tym formularzu, iż przyjmę każde dziecko, nawet bardzo chore. Wiedziałam, że nie mogę tego zrobić, bo sobie nie poradzę. Musiałabym zrezygnować z pracy. Jak wtedy się utrzymamy? Jak zapewnię dziecku rehabilitację, leczenie, psychoterapię? Tłumaczyłam i tłumaczyłam, dlaczego odmawiam. Ostatecznie pani zapisała moje uwagi. Nie była jednak zadowolona. W przypadku małżeństw z naszej grupy to spotkanie wyglądało zupełnie inaczej. Bez takiej presji.

Czekanie na propozycję przyjęcia dziecka

Po uzyskaniu kwalifikacji na rodziców adopcyjnych przyszło nam czekać. Okazało się, że mi najdłużej. Wszystkie rodziny otrzymały już propozycję przyjęcia dziecka, tylko nie ja. W końcu i do mnie zadzwonił telefon. Myślałam, że to jest Ten, na który tak czekałam. Jakże się myliłam. Panie z OA powiedziały mi, że muszą jeszcze raz sprawdzić moje warunki mieszkaniowe i sytuację materialną. Była bardzo podobna jak wcześniej. Niestety tym razem mój samochód okazał się zbyt stary.

Utrudnienia

Musiałam więc zmienić auto. „Nie poradzi sobie pani bez sprawnego pojazdu”. Cóż było robić, musiałam pożegnać się z moim samochodem, który „był na chodzie” i wcale się nie psuł. Według pań w każdej chwili mogło to jednak nastąpić. Kupiłam nowy, zaledwie 4- letni.

Gdy po raz kolejny zadzwonił telefon z OA byłam pewna, że właśnie ośrodek odnalazł moje dziecko. Jakże się myliłam. Tym razem pojawił się kolejny problem, a mianowicie moja waga. Miałam trochę zbędnych kilogramów, ale ogólnie mój stan zdrowia był bardzo dobry. Panie powiedziały jednak, że muszę schudnąć, bo co będzie z dzieckiem jeśli mi się coś stanie. Zrezygnowałam z węglowodanów. Zaczęłam regularnie ćwiczyć. Byłam bardzo zmotywowana. Chodziło przecież o dziecko.

Gdy zmieniła się moja sylwetka zadzwonił tak długo wyczekiwany telefon z OA, tym razem z propozycją adopcji. Byłam taka szczęśliwa idąc na spotkanie. Na miejscu okazało się, że dziecko ma poważne obciążenia zdrowotne. Nikt nie wziął pod uwagę moich preferencji zapisanych w formularzu, a przede wszystkim tłumaczeń, skąd taka decyzja. Ostatecznie panie skwitowały, że nie jestem gotowa na adopcję.

Wszystko na nic

Wracałam do domu po 4 latach starań, nowym samochodem, szczuplejsza o 10 kg i miałam świadomość, że wszystko na nic. Złożyłam odwołanie, ale wiedziałam, że to raczej niewiele zmieni.

Zostałam rodziną zastępczą

Wtedy usłyszałam, że szukają rodzin zastępczych w moim powiecie. Zainteresowałam się tym tematem. Przeszłam szkolenie i odbyłam praktyki w rodzinnym domu dziecka. Wkrótce miałam już uprawnienia do bycia rodziną zastępczą niezawodową.

Jest pani idealnym kandydatem” – usłyszałam.

Moja córka Maja

Po 2 miesiącach trafiła do mnie Maja. Zabierałam ją ze szpitala, w którym spędziła początek swojego życia. Był 2 maja, pamiętam to jak dziś. Jej stan zdrowia po urodzeniu może nie był najlepszy, ale szybko się poprawił. Wkrótce uregulowała się też sytuacja prawna Mai. Złożyłam wniosek do sądu o jej adopcję.

Teraz jesteśmy razem. Od tamtej chwili minęły 3 lata. Dopięłam swego. Adoptowałam samotnie dziecko!!!

Spotkanie z panią z ośrodka adopcyjnego

Przeszłam dużo w ośrodku adopcyjnym. W międzyczasie zmieniła się też moja sytuacja rodzinna. Zostałam mężatką. Mój mąż jest w trakcie adopcji Mai. Któregoś dnia spotkałam panią psycholog z ośrodka adopcyjnego. Widząc moją córcię zapytała: „Urodziła Pani dziecko? Tak?” Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że urodziłam sercem czyli adoptowałam. A potem z wielką satysfakcją dodałam, że rok temu wyszłam za mąż i Maja ma też tatę.

„Myliła się pani bardzo niemal we wszystkim w moim przypadku. Na szczęście nigdy w to nie uwierzyłam, nie poddałam się i właśnie dzięki temu jestem mamą”.

One thought on “Samotnie adoptowałam dziecko

  1. To strasznie przykre, wiele wspaniałych singli odpadłoby na pierwszym etapie. To bardzo smutne. Szkoda, że adopcja przez ośrodek się nie udała, ale to dowodzi że trzeba zacząć w ogóle z innej strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.