Okres buntu adoptowanego dziecka

Okres buntu adoptowanego dziecka

Żałuję, że mnie adoptowałaś!

Takie słowa wykrzyczane w złości od dziecka, a może bardziej już młodego człowieka, który przez 13 lat był oczkiem w głowie swoich rodziców adopcyjnych, wypieszczonym, wykochanym, wygłaskanym. To o nim myśleli każdego dnia, to o niego się martwili, to z myślą o nim robili tak wiele rzeczy, których w innych okolicznościach by się nie podjęli. Nie zawsze zresztą przyjemnych, żeby zapewnić mu wszystko to, co najlepsze.

Żałuję, że mnie adoptowaliście
Żałuję, że mnie adoptowaliście

Ewa: Byliśmy przygotowani teoretycznie i wiedzieliśmy, że takie zdanie może paść, jednak gdy je usłyszałam, to uderzyło z taką siłą prosto w serce. Poczułam się wtedy tak, jakby ktoś przekreślił całą moją miłość przez lata przelewaną na adoptowanego syna. Nie umiałam o nich zapomnieć.

Zdałam sobie sprawę, że tylko wydawało mi się, że kwestię adopcji mam już oswojoną i nic mnie nie zaskoczy. Myliłam się. Marek użył wtedy takich słów, które najbardziej mnie zraniły. Dlaczego akurat te? Czy do końca nie pogodziłam się z tym, że nie mamy biologicznych dzieci? Miałam wrażenie, że żadne inne zdanie, tak by mnie nie dotknęło. Wiedziałam, że czas dojrzewania chłopca nie będzie łatwy. Wtedy wszystkie problemy, a przynajmniej te najtrudniejsze, zwalałam na karb adopcji.

Na szczęście wkrótce wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło moje nastawienie i otworzyło mi oczy.  Przez przypadek byłam świadkiem kłótni przyjaciela mojego Marka, również 13 –latka, który sprzeczał się ze swoją mamą biologiczną. I co wykrzyczał jej zbuntowany nastolatek – Syn z krwi i kości (i oczywiście też z miłości 🙂 )?

Żałuję, że mnie nie adoptowaliście, bo przynajmniej nie miałbym Waszych genów.

Widać okres dojrzewania dzieci przebiega burzliwie bez względu na wszystko i każdy pretekst jest dobry dla zbuntowanego człowieka, by zanegować swój dotychczasowy świat i relacje z najbliższymi. W ten sposób buduje On siebie na nowo i swoją tożsamość oraz otaczającą go rzeczywistość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.