Gdy Rodzice nie akceptują decyzji o adopcji

Gdy Rodzice nie akceptują decyzji o adopcji

O dojrzewaniu do roli Babci i Dziadka adoptowanego dziecka

Opowieść Małgosi

Dziadkowie adoptowanego dziecka
Trzy pokolenia – jedna miłość

Po długich nocnych rozmowach, poprzedzonych kilkuletnimi staraniami o dziecko i wykorzystaniu wszystkich możliwych i bardzo kosztownych metod, zdecydowaliśmy się w końcu najzwyczajniej w świecie „odpuścić”. No trudno, najwyżej w naszym domu, nigdy nie będzie słychać tupotu małych nóżek, nigdy nie będziemy się potykać o porozrzucane klocki, nikt nie pomaluje nam ścian i zawsze będzie tak nieskazitelnie czysto.

Trudno! Z niektórymi sprawami trzeba po prostu się pogodzić, bo dalsza walka może zabić. Zaprzestaliśmy starań. Mijały tygodnie, miesiące, a my zagłuszaliśmy to pragnienie rodzicielstwa pracą, podróżami, wypadami do kina, czy teatru.

Któregoś dnia natknęliśmy się na znajomych, których poznaliśmy podczas wizyt w klinice leczenia niepłodności. Nie mogliśmy uwierzyć, tak wielka zmiana w nich nastąpiła od chwili, gdy ostatni raz się widzieliśmy. Rozpromienieni, szczęśliwi, zapatrzeni w chłopczyka, trzymającego kurczowo ich ręce. Zupełnie inni ludzie, jakby ktoś tchnął w nich życie.  Wyściskali nas, otulając niewidzialnym ciepłem płynącym z serca.

„Nie mieliśmy już sił dłużej się starać – mówili – adoptowaliśmy i to jest właśnie nasz Jaś. W końcu w naszym życiu zapanował spokój, co jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że znaleźliśmy się na właściwej drodze”.

Te ich słowa otworzyły przed nami nowe możliwości. Do tamtej pory zupełnie ich nie dostrzegaliśmy. Nawet nie wiem dlaczego? Następnego dnia zadzwoniliśmy do ośrodka adopcyjnego i trafiliśmy na listę osób oczekujących na odbycie kursu na rodziców adopcyjnych. Po jego zakończeniu, gdy mieliśmy już kwalifikację postanowiliśmy wreszcie podzielić się tym z najbliższymi. Dotychczas utrzymywaliśmy to w tajemnicy. Wewnętrznie czuliśmy, że to musi być nasza i tylko nasza decyzja i nikt nie może na nią wpływać.

Dziadkowie

Moi Rodzice podeszli do tego bez entuzjazmu, na spokojnie, jednak Rodzice Męża byli zrozpaczeni… Nie spodziewaliśmy się tak złego przyjęcia.

„Co Wy robicie? Decydować się na obce dziecko? A jak będzie… i tu pojawiły się wszystkie najgorsze wyobrażenia. Mały człowiek został nam przedstawiony jako wcielenie wszystkich lęków i mitów, dotyczących adopcji”.

Czy nasz maluch ma szansę mieć prawdziwych dziadków, dla których będzie jedyny i wyjątkowy?

Wracaliśmy przybici, ale uparci w swoim postanowieniu. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że nigdy nie uznają naszego dziecka, bo ono nie będzie nasze. I, że jeżeli chcemy się pakować w kłopoty to bez nich. Od tamtej pory praktycznie się nie odwiedzaliśmy, chociaż mieszkaliśmy w tej samej miejscowości. Po jakimś czasie Mąż zaczął do nich jeździć, ale nie poruszali tematu adopcji. Czas oczekiwania się przeciągał, więc po ponad roku może uznali, że zrezygnowaliśmy.

I przyszedł czas rozwiązania 🙂

Nasza ciąża adopcyjna po blisko 19 miesiącach wreszcie się zakończyła. Która matka wytrzymałaby tyle w błogosławionym stanie? 😉 Trafiła do nas 2 letnia dziewczynka. Początki może nie były najłatwiejsze, Kasia bardzo dużo przeszła. By znów zaufać potrzebowała czasu i „tony” miłości.  Po kilku miesiącach zauważyliśmy wreszcie zmiany w jej zachowaniu. Niczym pączek róży stopniowo rozchylający swoje płatki i wydobywający ukryte piękno – wreszcie rozkwitła. Któregoś dnia podczas niedzielnego spaceru natknęliśmy się na rodziców Męża. Kasia znała ich ze zdjęć. Wiedziała, że to babcia i dziadziu. Nie umieliśmy jej powiedzieć o tym, że jej nie chcą i nie akceptują, zresztą jak mielibyśmy to zrobić. Podczas tego pamiętnego spotkania zapanowała straszna cisza. Wtedy nasza córeczka  podbiegła do nich ze słowami na ustach:

„Babcia, dziadek jak się za wami stęskniłam”

i chwyciła ich mocno za ręce.

Stopniały lody, uprzedzenia… teraz Rodzice nie tylko moi, lecz także i Męża nie widzą świata poza swoją Wnusią.

Zapraszam też na wpis:

Idealnie – nieidealna rodzina adopcyjna

Poznajcie oto moje adoptowane dziecko.

Miłość Dziadków
Miłość Dziadków

4 thoughts on “Gdy Rodzice nie akceptują decyzji o adopcji

  1. Niedługo minie 5 lat odkąd Ania jest z nami. I niestety nadal jest traktowana jak obca w rodzinie mojego męża. Teściowa jeszcze jako tako, czasami zada jej jakieś pytanie. Szwagierki niestety traktują ją jak powietrze i mówią o Ani – to dziecko.
    Ponieważ rodzina męża odrzuca Małą, to nasze biologiczne dzieci (jedno już dorosłe) również na tym tracą, stając po stronie siostrzyczki narażają się ciotkom i nie chcą mieć z nimi kontaktu.
    Przykre jest to, że moja Mama mieszkająca w Polsce nieczęsto może widywać Anię, bardzo ją pokochała (z wzajemnością zresztą). Rodzina męża mieszka z kolei w tym samym mieście.
    Pozdrawiam z Tajwanu.

    1. Dobrze, że Ania ma pełną akceptację i miłość ze strony drugiej rodziny, a ta pierwsza nawet nie wie co traci, ulegając własnym niedojrzałym uprzedzeniom. Ciekawe, jakby się czuły szwagierki, gdybyście to Wy dyskryminowali, któreś z ich dzieci (każdy powód może być dobry: bo za chude, czy za grube, albo ma odstające uszy). Życzę Wam, by wreszcie rodzina męża zrozumiała, że w życiu jest coś ważniejszego, niż tylko geny i nie można miłości ograniczać do identycznego DNA. Pozdrawiam z Polski 🙂

  2. Jestem mama adopcyjna 5 latka ( juz niedlugo 6 latka 😊 ) jest z nami odkad skonczyl 8 mcy. Ma cudownych dziadkow z obu stron. Czuje ze jest chyba jeszcze bardziej przez wszystkich kochany. Ciesze sie ze kazdy z naszej rodziny i przyjaciol przyjal go tak jakby byl naszym biologicznym synkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.