Poznajcie oto moje adoptowane dziecko – wizyta rodzinna

Poznajcie oto moje adoptowane dziecko – wizyta rodzinna

Czy i jak przedstawić adoptowane dziecko dalszej rodzinie, zwłaszcza gdy wiemy, że nie wszyscy akceptują taką formę rodzicielstwa?

Moje adoptowane dziecko musiało trochę poczekać by poznać dalszą, a jednocześnie bardzo bliską mi rodzinę. Długo wahałam się, czy przedstawić im Tomusia. Dzieli nas spora odległość, bo ponad 400 km. Zanim Synek zamieszkał z nami, dość często tam jeździliśmy. Wiedzieliśmy, że część familii jest pozytywnie nastawiona do tej formy rodzicielstwa, niestety nie wszyscy.

Pamiętam, że wtedy jeszcze przed przysposobieniem Tomka, gdy go nawet nie znaliśmy, opinie o dzieciach adopcyjnych, jako tych gorszych budziły we mnie złość, ale mnie nie raniły. Usłyszane wówczas słowa uderzyły ze zdwojona siłą, dopiero gdy poczułam się mamą adopcyjną. Bolały bardzo.

Adoptowane dziecko - wizyta rodzinna
Adoptowane dziecko – wizyta rodzinna

Czy przyznać się do adopcji, a może lepiej ją ukryć

Gdy Tomuś do nas trafił miałam ogromną pokusę, by powiedzieć że go urodziłam. Przez telefon jakoś łatwiej skłamać, nie będziemy zresztą już tam więcej jeździć. Trudno – mówiłam do Męża.

Zastanawiałam się też, czy może powiedzieć prawdę tylko tym krewnym, których reakcje są pozytywne, a przed pozostałymi zataić fakt adopcji. Pamiętam, że Tomuś był od miesiąca już z nami, a ja nie mogłam się zdecydować. Jednak ten stan zawieszenia nie mógł trwać wiecznie.

Coś w środku, zmusiło mnie, by powiedzieć wszystkim prawdę:

Adoptowaliśmy.

Tak też zrobiłam, choć jednocześnie zdystansowałam się całkowicie od całej dalszej rodziny.

Przez prawie 4 lata wybieraliśmy inne kierunki podróży. W końcu bez cioć, wujków, kuzynów i kuzynek jakoś można żyć. Tym wszystkim osobom z naszej familii, którzy chcieli zobaczyć adopcyjnego synka, wysyłałam zdjęcie i na tym koniec oraz udzielałam trochę zdawkowych informacji. Na pytanie kiedy przyjedziemy, odpowiadałam może kiedyś i znajdowałam różne wymówki. Wiedziałam, że jeśli dojdzie do spotkania to każde złe słowo na temat Tomka, czy spojrzenie uderzy prosto w moje serce.

Tak chciałam, by rodzina pokochała moje adoptowane dziecko

W końcu poczułam nieodpartą chęć, by tam pojechać. Miałam mieszane uczucia. Przygotowałam najpiękniejsze ciuszki i ruszyliśmy. Bardzo chciałam, by mój mały przedszkolak wyglądał pięknie i w myśl zasady, jak Cię widzą, tak Cię piszą, „rzucił całą rodzinę na kolana”. Na szczęście Tomuś nie dał się ograniczyć żadnymi konwenansami. W każdej chwili był po prostu sobą. Bardziej niż zwykle marudził czy rozrabiał, parę razy się zezłościł i raz mnie uderzył. Nauczył się też w przedszkolu, naśladować śmiech dorosłych i gdy tylko sobie przypomniał zaraz to udawał. Nie do końca mu to wychodziło.

Ręce załamałam, przecież miało być inaczej. Nie dość, że Tomuś dziwnie się śmieje i w ogóle nas nie słucha, to jeszcze złości się  i mnie bije. Nie poznawałam mojego malca.

„Dziecko, myślałam w duchu, mają się przekonać, że Adoptusie są super, a tu utwierdzą tylko w krążących mitach”.

Oczywiście nikt nic nie mówił, ale było coraz gorzej i gorzej. W końcu odpuściłam.

„No trudno, najwyżej znów przestaniemy tu przyjeżdżać. Każde dziecko ma prawo mieć zły dzień i być też wściekłe i niegrzeczne. A przy tym wszystko może mu nie pasować. Niefortunnie trafiło akurat na moment odwiedzin rodzinnych. Ile razy patrzyłam na takie maluchy u koleżanek. Tyle, że one nie były adopcyjne i nikt nie podciągał ich zachowania pod geny”.

Czasem warto zmierzyć się ze swoimi obawami

Podsumowując całą wizytę. Tomuś świetnie się bawił poznał całą wielką rodzinę i chyba poczuł tą wielopokoleniową siłę, która zawsze mnie zachwycała i pomagała odnaleźć swoje miejsce w życiu. Był tulony i przytulany przez tyle osób. Kto miał go pokochać to pokochał, a kto nie to nie. W gromadkę dzieci kuzynów szybko się wpasował, a jego opiekuńcze i przyjazne nastawienie chwytało za serce. Czasem warto zmierzyć się ze swoimi obawami i dać szansę.  Nie było tak źle, jak się zapowiadało.

Zapraszam też na wpis: Dojrzewanie do roli Babci i Dziadka adoptowanego dziecka oraz Dzieci (nie)Chciane.

2 thoughts on “Poznajcie oto moje adoptowane dziecko – wizyta rodzinna

  1. Hmmm… czytam Twoje wpisy i zastanawia mnie jedna rzecz. Czy Ty aby na pewno do końca akceptujesz swoje dziecko? Prawie za każdym razem, jak o nim piszesz, to wspominasz, że jest adoptowany. Rozumiem, że jest to główny kontekst tego bloga, ale to i tak dziwne trochę po tak sporym czasie od adopcji. Dziecko to dziecko. Jest już Twoje i kropka. Adoptowane było kiedyś, teraz jest po prostu Twoim dzieckiem. Warto zostawić to za sobą. Inni ludzie też podskórnie wyczuwają takie podejście. A może nie pogodziłaś się z brakiem dziecka biologicznego?

    1. Nie zamieniłabym mojego Synka na żadne inne dziecko, nawet gdyby miało mieć moje DNA. Dla mnie On jest doskonały ze swoimi zaletami i słabościami 🙂 Uwielbiam jego zapach, sposób mówienia, postrzegania świata, gdy się śmieje i gdy się złości – i tak mogłabym wymieniać… Jak każda mama. Cóż, co do słowa „adopcja”, czy „adoptowany”… taka jest jego historia i zawsze będzie. Na co dzień o tym nie myślę i się nad tym nie zastanawiam. Z listów, które dostaję od rodziców adopcyjnych, książek, opracowań naukowych, wiem że ta świadomość „adopcji” nie powinna być negowana. Blog zaczęłam prowadzić (zresztą już nie sama), gdy ze zdziwieniem odkrywałam, jak wciąż stereotypowe jest postrzeganie adopcji w Polsce. To było dla mnie ogromne zaskoczenie. Na blogu słowa „adopcja” ” adoptowany” często używane są pod kątem pozycjonowania strony, czyli inaczej pod SEO 🙂 Wkładając pracę i wysiłek w opracowanie tekstu, szkoda gdy przepadł bez „śladu w morzu innych tekstów”. Odpowiednio użyta ilość słów kluczowych sprawia, że ma szansę być zauważony w wyszukiwarkach. A tak zmieniając temat – jesteś Mamą Adopcyjną, czy dopiero myślisz o adopcji?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.